sobota, 16 lutego 2008

szpital

dopadła naszą rodzinę infekcja.... jelitowa. Najpierw padła mama i zanim zdążyła się wykurować padliśmy my z tatą. Oj nie było miło..... Nie mogłem nic jeść- nie to, żebym nie był głodny- choć apetyt rzeczywiście dużo mniejszy, ale nic nie chciało zostać w środku :( także ukojeniem (chwilowym) było mleczko mamusi.... jedyne co przyjmowałem jako tako ( w ilościach ok 10% tego co zjadałem). Kiedy minęła kolejna doba- a mi nie chciało się już nawet podnosić głowy z ramienia mamy/taty- pojechaliśmy do szpitala. Badanie przeszedłem też obojętnie... nie miałem sił nawet podrywać tej miłej pani doktor. Podłączyli mi taką małą rurkę do rączki i .... piłem....
W trzebnickim szpitalu musiałem być aż 3 dni.... w sali z napisem reżim sanitarny. Nie jadłem, nie piłem.... ;( Apetyt wraca dopiero teraz ( po tygodniu od zdarzenia).... Pielęgniarki i lekarze bardzo mili, ale nie na tyle, żebym chciał tam zostać :) oj...... dobrze być w domku

środa, 6 lutego 2008

jem, czytam, tworzę

ale zaległości.... o mamo....
po kolei zatem
-jem coraz lepiej ;) ale tylko sam! musze się troche wykłucać o dorosłe sztućce, bo rodzice wciskają mi takie dla dzieci....

-odwiedziła mnie kuzynka Hania- pierwszy raz była we Wrocławiu, ale z racji wielkiej zamieci śnieżnej jaka była tego dnia, nie mogłem jej pokazać mojego placu zabaw ani parku... Trudno, następnym razem
- czasem sobie z tatą czytamy
a czasem buduję i tworzę
poza tym mam juz 12 zębów przez co rodzicom nie daję za bardzo spać...ale już niedługo mamo....