poniedziałek, 27 września 2010

KORSYKA 2010


tata z Jędrusiem


Mimo wielu przeciwności, rodzice zaplanowali dla nas wakacje z atrakcjami- podróż do Berlina, żeby stamtąd polecieć parwdziwym wielkim samolotem na KORSYKĘ. Korsyka to taka wyspa, ale francuska,a francuski to ja już znam- w końcu mam wujka Francuza :) Bonżur i te sprawy :) Tym razem jednak pojechał z nami nie wujek ale ciocia Monika i wujek Mateusz. Tylko oni samochodem...ciekawe, może się bali lecieć z nami samolotem? W samolocie to ja już też byłem, ale po raz pierwszy miałem teraz SWOJE WŁASNE miejsce przy oknie! Musiałem tylko Jędrkowi wszystko opowiadać, bo maluch pierwszy raz leciał i nie wiedział o co chodzi. Ale był bardzo dzielny- na pewno dzięki mnie!

Było ciepło, basenowo, a przede wszystkim samolotowo- bo niedaleko było lotnisko- ci rodzice to jednak wiedzą jak mnie uszczęśliwić na wakacjach! Codziennie zajadając bagiety na naszym tarasiku przed domkiem przelatywały nad nami mniejsze i większe samoloty, ale punktem specjalnym były moje jedyne ukochane i niepowtarzalne F-16...ech.... wakacje!

Byliśmy też naszym wynajętym peżocikiem na słynnej Salecia Plage- malowniczej, cudownej plaży, na której.... bywają krowy! Piszę, że peżocikiem, bo jechaliśmy tam długo stromą piaszczysto-kamienna drogą (na mapie oznaczoną jako TYLKO 4x4). Ale warto było podnieść sobie trochę adrenalinkę dla tych widoków!




Aha- tylko Korsyka ma kiepskie morze- szczypiące mocno w moje obdarte kolana i łokieć- co to je sobie zdarłem skupiając się na moim czekoladowym lodzie. Ech.... ciekawe gdzie za rok!

wtorek, 10 sierpnia 2010

zaległości...

No i lato w pełni, cały czas spędzam na dworze, więc i komputer mama jakoś odstawiła. A właściwie nie tyle odstawiła co ulega moim prośbom- piszę dużo literek, sam je odnajduję na klawiaturze i wstawiam buźki i auta [tlen] do wujka Janusza :)

Poza tym niestety na wakacje jeszcze nie wyjechaliśmy, ale weekendy staramy się spędzać poza domem. Byliśmy nad jeziorkiem, gdzie razem z Jasiem odkryłem moją druga naturę- wodną! Cały dzień nie wychodziliśmy z jeziorka. Potem nocne grillowanie a także kajaki! było bosko!
kajakowo

Jędruś też próbował jaka woda


Inny weekendzik z kolei w górkach! sam zdobyłem...część Czarnej Góry [całość póki co wyciągiem!] Była z nami nasza psiura Shanti- tej to się podobało na hali- jak to pasterskiej rasie :)
z mamą, Jędrusiem i Shanti

Czarna Góra /1205m n.p.m/


Potem zaliczyłem jeszcze jedno wesele (też nad jeziorkiem) i teraz czekam na konkretny urlop- z plażą, piaseczkiem, ciepłą wodą, dużą ilością lodów, słońca, wiaderkiem, moim dmuchanym samolotem i mamą, tatą, Jedrusiem w wymiarze pełnodobowym!
ja z młodym



Prowadzimy coraz ciekawsze rozmowy:
[F]-patrz, tato, samolot!!!!!!!! ale czad!!!!!!!!!!!!!
[W]- aha, rzeczywiście....
[F]- o zobacz, drugi!!!! dwa czady!!! tato! dwa!!!!

[F,Śmiech] wiesz mamo z czego się śmieję?
[Mama] -nie, z czego?
[F] -bo tu taki chłopczyk jechał na hulajnodze i on jak na zjeżdżalni spadł w trawę, hiihihihihihi
/po chwili/: wiesz mamo, mogę ci jeszcze raz opowiedzieć z czego się śmiałem, chcesz?
;)
[M]- no pewnie, hihihi
[F]- ale ja zacznę od śmiechu a potem zapytasz z czego się śmieję, dobrze?
[M]- Dobrze synuś :)
[F]- bo tu taki chłopczyk.....

potrafię też nagle stwierdzić: Jestem kierownikiem tej wanny!!! :)

Czekoladziarnia. Kończymy z babcią Tereską zajadać czekoladę i babcia prosi: trzeba teraz pójść do Pani, zapłacić i podziękować. Więc idę do Pani i na cały lokal:
Bóg zapłać!

Mam też fajne koleżanki w przedszkolu, najbardziej lubię Nadię i kiedyś gdy mama po mnie przyszła zapytałem wprost:
mamo, a czy możemy dziś pożyczyć sobie Nadię z przedszkola?

sobota, 26 czerwca 2010

piłki czas









Śledzimy ostro bitwę- ale nie o nowego prezydenta (choć głos w imieniu mamy oddałem), ale o nowego Mistrza Świata w piłce nożnej. Codziennie mecze, a rodzice jakoś szybko chcą nas kłaść spać. My jednak z bratem nie dajemy się tak łatwo i potrafimy- a dokładniej mówiąc- ja potrafię wołać ich nawet do 23.30 :)
Pogodziłem się jakoś z przedszkolem- a na mamy i taty: Baw się dobrze, odkrzykuję zawsze:a ty pracuj dobrze mamo i tato!!!!!!!!

Mój braciszek rośnie, uśmiecha się. Czasem się nim zajmuję... no, może troche za dużo powiedziane, ale pomagam :) no i mu śpiewam, mówię do niego, przytulam- a on się wtedy bardzo cieszy. Ech takiego małego człowieka to łatwo zadowolić. Czasem jak zje za dużo mleczka i sobie leży to muszę zakomunikować: MAMO!!!! WYLAŁO SIĘ!!!

niedziela, 6 czerwca 2010

101/14,5 i ~60/4

To nie jest stan wody w Odrze, tylko z racji skończenia 1szego miesiąca życia Jędrusia mama zrobiła nam pomiar kontrolny. I ku zaskoczeniu rodziców mam przekroczony 1 metr wzrostu przy 14,5kg żywej masy. W porównaniu do mnie Jędruś to jeszcze kruszynka, ale szybko rośnie. Już doszedł do 4 kg. Mama mówi, że niedługo mnie przerośnie, ale to przecież nieprawda. Właśnie - poznałem słowo "nieprawda" i od razu stało się moim ulubionym. Nadaje się na praktycznie każdą okazję!! Nieważne co rodzice mówią, zawsze można powiedzieć " Nieprawda!!".
Muszę się jeszcze pochwalić, że okiełznałem demona prędkości - siadam na rower od babci i nic mnie nie zatrzyma. Czuję wiatr we włosach, teraz rozumiem co czują bajkerzy.

wtorek, 11 maja 2010

Mam BRATA!




No i stało się- brzuch mamy przestał byc taki duży a ja zyskałem rodzeństwo! Przywitałem go bardzo elegancko i delikatnie jeszcze w szpitalu. Na moje: "cześć dzidziusiu" popatrzył na mnie więc chyba się jakoś dogadamy :)
Jędruś jest malutki i dużo śpi, a jak popłakuje to przynoszę mu kotka, którego dostał ode mnie w prezencie i często działa! :) Ja też dostałem od niego prezent- prawdziwego rycerza na koniu!
teraz tylko czekam kiedy będę mógł zagrać z nim w piłkę!

wtorek, 13 kwietnia 2010

mam 3 latka, 3 i pół

hmm, ostatnio Babcia Tereska zapytała mnie:
- a może pójdziesz z babcią do fryzjera Franku? zrobimy fajną fryzurkę?
- nie, dziękuję, moja mama mnie najbardziej, najbardziej, najbardziej fajnie na świecie obciacha....
Mamy też nową zabawę od dziś- domofon. Na zmianę ja i mama stoimy pod bramką, dzwonimy sobie, rozmawiamy i tłumaczę mamie:
- to ja ci otworzę, tylko jak usłyszysz już bzzzzzzzzzzzz to musisz mocno popchnąć drzwi, dobrze???

lubię też od czasu do czasu rzucić wierszykiem: mam 3 latka, 3 i pół, brodą sięgam ponad stół...

i taka to zabawa :) a tymczasem mama rośnie, a dokładniej mój braciszek w jej brzuszku- chyba już niedługo go zobaczymy!!! :)

niedziela, 11 kwietnia 2010

10. kwietnia 2010

świat jakoś posmutniał.... samolot się rozbił i nasz prezydent z innymi wspaniałymi ludźmi umarli...poszli do nieba. Razem z mamą i tatą pomodliliśmy się za nich. Na domu tato powiesił flagę z czarną wstążką...

od mamy:
70 lat po wielkiej tragedii naszego narodu- znowu zginęli...to samo miejsce... podobny dobór ofiar....Katyń chyba nigdy nie będzie dobrze kojarzony przez Polaków.

czwartek, 18 marca 2010

marzec

wiosna idzie a ja....

[mama nad ranem w łóżku]- au, au, au.....
[ja] - co się stało?
[m] - a skurcz mnie złapał w nogę..., au
[ja]- tato, tato!!!! wstawaj, bo tu lata jakiś skurcz!!! i łapie za nogi!!!!

Tak to walczę o dobro naszej rodziny! Muszę przecież dbać o mamę szczególnie- nosi mojego brata. Dziś rano oznajmiłem mamie- jak się dzidziuś urodzi to pójdzie do przedszkola, ale tego żółtego, dla maluchów!

a kilka dni później- rysuję sobie coś na mojej zmazywalnej tablicy i mówię (czytają co napisałem oczywiście): mama i tata jedzą...sobie...obiad... a Franek.........kom...bii...nu...je.....

:)

niedziela, 7 lutego 2010

rycersko

rycerzem byłem, a co! mięliśmy kilka bitew bo na bal przybyli również rycerze innego bractwa. W pewnym momencie mama nawet musiała wkroczyć do akcji, bo tłukłem gdzie popadnie. W końcu chodzi o to, żeby pokonać przeciwnika... czy nie?
Występ dla babć i dziadków się udał, mimo buntu średniaków i częściowego tylko wierszyka :) Babcia Tereska (dziadek i druga babcia niestety nie mogli dojechać) była zachwycona.
Naszą Shanti ćwiczę ostro- na razie ważymy tyle samo, więc szanse są wyrównane- ona ma ostre zęby a ja nieźle ciągnę za włosy. Mama jest przerażona, ale my mamy niezły ubaw. Tylko ona szybciej rośnie (przybiera ok 1kg na tydzień!) więc będę musiał znaleźć inne sposoby na zabawy :) Ale za to już ładnie się mnie słucha jak mówię: siad, chodź tu itd.

Powtarzam różne zasłyszane zwroty, dodając celnie inne:
/mamie coś spadło w spiżarce więc mówi: KURCZE BLADE/
-kurcze blade, Matko święta /poprawiłem/

poniedziałek, 18 stycznia 2010

nowy rok.... jaki będzie....

świąteczne gotowanie



No i mamy Nowy Rok. Co prawda weszliśmy w niego z chorobami, ale zakładam, że limit wirusów mamy wyczerpany.
Zaczęliśmy z infekcjami ale też z nowym członkiem rodziny- a właściwie to to dziewczyna jest. Ma na imię Shanti, ma 2 miesiące, ostre ząbki, mięciutkie futerko (nie zawsze podoba jej się jak to sprawdzam) i ciągle za mną biega.


Mama rośnie- mówię czasem do pępka- niech mnie młodzież słyszy i się przyzwyczaja- w końcu musi wiedzieć kto tu rządzi :)

Rozwijam talenty aktorskie, wokalne, a jutro będę rycerzem- z prawdziwym mieczem, tarczą, zbroją i.... rysą na policzku.

a ostatnio nad ranem mówię tak:
-mamo, a moja skóra na ręce to jest gęś
/na początku rodzice nie załapali jakoś o co mi chodzi- ech....wszystko trzeba im tak dosłownie/