


No i dotarłem w końcu nad to polskie morze.... Najpierw jakoś bałem się tej ilości wody i niespecjalnie chciałem bawić się z mama w skakanie przez fale. Za to piaseczek....mmmmm....miodzio.... ile tylko zachciałem :) łopatki, wiaderka, konewka- w ciągłym ruchu! Jednak trochę kusiło mnie o co z tymi falami chodziło więc zacząłem skakać z mamą.... potem coraz odważniej również sam- musiałem się też przenieść ze względów konstrukcyjnych- piasek przy morzu wiele lepiej chciał się słuchać i moje konstrukcje były trwalsze. Czasem pomagałem też tacie w jego budowlach.

Nad morzem byłem z wujkiem Arturem, ciocią Asią no i moją ulubienicą- Hanią. Wszystkich potrafię już nazwać z imienia i "funkcji" :) Hania to fajna dziewuszka, tylko trochę ją przećwiczyłem- no bo kto to widział tak tylko leżeć i leżeć....Parę razy chciałem ją podniesć i nalegałem- stań, stań.... ale nie chciała a za to rodzice i wujek z ciocią szybko do nas biegli. No własnie- Hanka rośnij szybko- ktoś mi musi te zamki i dołki w piachu pomagać robić!
fajnie było..... no i Berlin widziałem :)
ps. więcej fotek- patrz sznurki!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz